SKŁAD ZESPOŁU:

Wojciech Staroniewicz – saksofon tenorowy
Przemek Dyakowski – saksofon tenorowy
Darek Herbasz – saksofon barytonowy
Irek Wojtczak – saksofon tenorowy, sopranowy
Dominik Bukowski – marimba, wibrafon, kalimba
Janusz Mackiewicz – gitara basowa
Adam Czerwiński -perkusja
Larry Okey Ugwu – instrumenty perkusyjne
Sławomir Berny – instrumenty perkusyjne
|
1
|
Asale (speak) |
8’31
|
| 2 | Dingane (One who is searching) | 5’25 |
|
3
|
Chisisi (a secret) |
2’07
|
|
4
|
Muchaneta (you will get tired) |
10’55
|
|
5
|
Chenzira (born on a journey) |
8’21
|
|
6
|
Utni (live) |
6’10
|
|
7
|
Dakarai (joy)
|
7’01
|
Jazz narodził się w Afryce, a nasi przy tym byli – taki oto wniosek może przyjść do głowy podczas słuchania tej produkcji. „Naszych” jest tu ośmiu, plus Nigeryjczyk Larry Okey Ugwu. Larry, wraz z perkusistą Adamem Czerwińskim i bratem w perkusjonaliach Sławomirem Bernym, uafrycza tę muzykę od dołu, podczas gdy dęciaki czynią to od góry, a bas, jak to bas – od środka, do pomocy mając wibrafon. Jesteśmy na Czarnym Lądzie, nie może się więc obejść również bez marimby i kalimby.
Całość brzmi zjawiskowo. Melodie przeniknięte duchem Afryki – ktoś stamtąd je wymyślił, czy co? Rytmy podrywają do szalonego tańca. żeby jednak nie było za łatwo i za jednostajnie, muzycy od czasu do czasu łamią nastrój radosnym zgiełkiem, nagłym wyciszeniem, odjazdem od głównego tematu. Dlatego przy tym krążku i kalorie można zgubić, i szare komórki powytężać. Co kto lubi.
Skład jest duży, a stanowi piorunującą mieszankę rutyny z młodoścąi. Dla jasności: te dwa składniki są wymieszane w każdym muzyku! Cóż znaczy metryka? Nie jest tak, że ten to weteran, a tamten – młody kot polskiego jazzu! Dobrze, że ta płyta zdarzyła się właśnie teraz, gdy zima za oknem, a potrzeba ciepła i ruchu większa niż kiedykolwiek.
Jarek Kurek
Recenzja z portalu polish – jazz:
http://polish-jazz.blogspot.com/2011/01/wojciech-staroniewicz-afreakan-project.html
W czasach, gdy wirtuozi saksofonu �cigaj� si� w poszukiwaniu nowych, lepszych instrument�w, �ledz� nowinki wiod�cych producent�w, lider tego przedsi�wzi�cia, Wojtek Staroniewicz, zdaje si� by� anarchist�. Znalaz� bowiem i odrestaurowa� licz�cy sobie 75 lat instrument, saksofon tenorowy Selmer Balanced Action (rocznik 1936, pierwszy, w kt�rym ten udoskonalony w manufakturze Selmer Paris model ujrza� �wiat�o dzienne). Warto wiedzie�, �e by� to swego czasu ulubiony instrument Colemana Hawkinsa. Wsp��cze�ni zachwycali si� jego szerokim, bardzo otwartym tonem, kt�rego nie uda�o si� nigdy potem powt�rzy� (pewne detale z tego instrumentu zaanektowano do sztandarowych modeli Mark VI i Mark VII, jednak barwy nie skopiowano).
Dlaczego tak wiele pisz� o instrumencie Staroniewicza? Ot�� obok niecz�sto spotykanej u nas wirtuozerii jazzman ten ma w�a�nie sw�j osobisty ton, a je�li doda�, �e i frazowaniem i improwizacyjn� wyobra�ni� odbiega od naszej nadwi�la�skiej sztampy, to mo�na m�wi� o muzyku zjawiskowym. Ale to nikogo nie zaskakuje. Staroniewicz to na naszym rynku marka.
Jego afryka�ski projekt to wypadkowa znanych od lat inspiracji i za�uchania lidera w muzyk� Czarnego L�du, ale r�wnie� zachwytu nad pracami-fotogramami Agnieszki Led�chowskiej, kt�re powsta�y przy wsp��pracy Kate Chmela – Jones, Polki na sta�e mieszkajacej w Afryce Po�udniowej (wyk�adowca na wydziale Grafiki i Sztuk Wizualnych w Vaal University of Technology). Jak czytamy na stronie wydawcy albumu: „Zdj�cia, kt�re zrobi�a swoim studentom, zosta�y przetworzone. Twarze, cho� anonimowe wydaja si� w dziwny spos�b bliskie.Intencja Agnieszki by�o stworzenie nierzeczywistej osoby. Znalezienie jej alter-ego w �wiecie swojej wyobra�ni. Efektem tych wksperyment�w jest cykl prac podkreslaj�cych przeciwie�stwa stan�w emocjonalnych i ludzkiej kondycji”.
��� I t� afryka�sko�� �r�d�a inspiracji u Staroniewicza s�ycha� na ka�dym kroku, przepraszam – w ka�dym takcie. Jednak nie epatuje on nas wy��cznie kaskadami rytm�w, gdy trzeba oddaje si� zadumie (intro w Utni), dopiero po jakim� czasie wchodz�c w ostinatowe, transowe rytmy Afryki, gdzie metrum tr�jdzielne pieknie nak�ada si� na parzyste, cz�sto tworz�c swoist� koronk� (typowe dla tamtejszej muzyki na�o�enie 3/4 na 2/4). Staroniewicz �wiadomie unika formalnych uproszcze� opuszczajac rdzenn� Afryk� na rzecz fusion dopiero w fina�owym Dakarai.
��� Mnie jednak najbardziej przypadaj� do gustu soczyste frazy wiej�ce kurzem afryka�skich bezdro�y. Asale, dzieki pieknej introdukcji wprowadza nas w �wiat niegdysiejszych odwo�a� do muzyki Czarnego L�du spod znaku Coltreane’a. Kiedy indziej Staroniewicz daje nam mo�no�� pos�uchania swoistego ch�ru saksofonowego (Dingane), a po zbudowaniu klimatu zabiera nas w podr�� po barwach i muzycznej wielop�aszczyznowo�ci (piekne solo Bukowskiego). �wietn� pass� podtrzymuje nast�pna kompozycja na albumie – Chisisi. Sonorystyczne efekty rozimprowizowane, rozedrgane w tej dwuminutowej miniaturze staj� si� wst�pem do Muchaneta, prawdziwej per�y albumu.
���
Staroniewicz nie pierwszy raz pokaza�, �e potrafi wykreowa� i wype�ni� na naszym jazzowym rynku swoj� nisz�. To efekt wyobra�ni i kreatywno�ci. Nie oglada si� na innych, nie kopiuje, ale robi swoje. I wygrywa. I pomy�le�, �e to pierwszy album z dat� 2011. Je�li ten rok tak si� zaczyna, to strach my�le�, co b�dzie dalej!
Piotr Iwicki (Jazz Forum luty 2011)
Projekt zrealizowano przy pomocy finansowej Samorządu Województwa Pomorskiego 